Nowa szkoła, nowe życie. Violett mieszka z ojcem.. Ma brata ale nie znają się. Wie tylko że ma na imię Lucas. Od jutra będzie chodziła z nim do szkoły. Violett mieszka ze służbą a jej ojciec ma dużą firmę ale często pije przez to ma wiele kłopotów.
Rano gdy się obudziła, zeszła na dół i złapała w biegu kanapkę. Szofer zawiózł ją do szkoły. Doszła do klasy 3d. Jest to miła klasa. Na lekcji usiadła z Tiną. Nową przyjaciółką. Przy sprawdzaniu obecności usłyszała imię Lucas. Nie wiedziała że chodzą do tej samej klasy.
-Kto to jest ten Lucas?-zapytała Violett.
-Jest to chłopak... Ale nie interesuj się nim. Prawie nigdy nie ma go w szkole. Wagaruje po prostu.
-A jaki on jest?
-Pali, pije.. Okropny typ. A co tak o niego pytasz?
-A ciekawa jestem całej klasy.
-Jego przyjaciele to Tomas i Chris
Gdy wyszli na przerwę ujrzała 3 chłopaków. Jeden szedł trochę z przodu a reszta podążała za nim.
-To jest właśnie Lucas.-oznajmiła jej przyjaciółka.
Popatrzyła na niego. Miał bladą cerę i duże niebieskie oczy. Włosy czarne. Minął je.
-Chodź przedstawię ci jeszcze Emmę.
|Poszliśmy pod inną klasę i poznałam dziewczynę. Cały czas myślałam o moim bracie. Po dzwonku zauważyłam że chłopcy stoją koło okna. Widziałam także że coś o mnie mówili i się śmiali. Tomas pokazywał na nią palcem. Spuściłam głowę i weszłam do klasy. Mieliśmy teraz lekcję połączoną więc Tina usiadła z Emmą. Ja poszłam do ostatniej ławki. Nagle koło mnie usiadł Lucas. Zachował się arogancko bo nawet nie zobaczył że ona tu siedzi. Usiedli na ławce i zaczął gadać ze znajomymi.
-Hej jestem Violett.-powiedziała cicho.
Lucas popatrzył na nią.
-Zwiewasz z nami?-zapytał.
-Nie dzięki.
Wszyscy wstali. Tomas podszedł do mnie.
-My tacy jesteśmy....
Po lekcjach pojechałam do domu. Ojciec był już pijany. Poszłam do kuchni i gadałam z gosposią Krystyną. Musiała iść na zakupy. Poszłam do swojego pokoju. Po chwili ojciec przyszedł wkurzony.
-Nawet nie przywitałaś się ze mną.
Powiedział i podszedł do niej. Ona już wiedziała że ma przesrane. Kolejny raz ją zgwałcił i pobił. Miała całe ręce w siniakach. Ojciec skończył o 15. O 17 umówiła się u Emmy. Pojechała ale jej nie zastała. Przysłała jej tylko sms-a że będzie za godzinę. Poszła się przejść po okolicy. Wpadła na jakiś dwóch typków. Zaciągnęli ją za sobą. Bała się tak samo jak ojca. Weszli do jakiej alejki. Zobaczyła tam że przyjechał Chris.
-Poproszę to samo co zawsze tylko trochę więcej.
Popatrzył na mnie.
-Skąd ją macie?-dodał.
-Naplątała się nam pod nogi.
-Ja ją wezmę z Tomasem.
-Jest moja.
-Ale dasz ją nam albo my nic nie bierzemy.
-Ok macie ją.
Rzucił Violett w jego ramiona. Poszła z nimi do auta choć strasznie się bała. Zatrzymali się w małym lasku.
-Dobra pilnuj jej a ja jadę do Lucasa.
-Ok..
Chris pojechał a Tomas został ze mną. Siedziałam cicho. Podszedł do mnie i kucnął przy mnie.
-Nie bój się mała nic ci nie grozi z nami. Ściągnij bluzę bo jest ciepło.
-Dziękuję za pomoc. Mi jest tak dobrze.
Chłopak rozpiął jej bluzę i ściągnął ją. Zobaczył pełno siniaków.
-Co ci się stało?-zapytał.
-Nic.
-Powiedz, czuje że pasujesz do naszego towarzystwa.
-Na serio nic mi się nie stało.
-Widzę, ktoś cię bije?
-Nic ci do tego.
W tej chwili zadzwonił telefon dziewczyny. Zza pleców zabrał jej telefon Chris.
-Teraz ty jedź.
Tomas pojechał.
-Chce wracać do domu.
-No coś ty? Aż tak ci zimno że zakładasz bluzę?
-Tak... Proszę cię odwieź mnie do domu i oddaj telefon.
-Ok zawiozę cię ale telefon jutro oddam. Chłopak zobaczył że jej zimno. Przypomniały jej się słowa Tomasa gdy odjeżdżał "Jeśli będzie ci zimno to weź moją kurtkę jest w aucie." Akurat zrobiło jej się zimno. Ubrała ją. Pachniała ślicznie. Chris zawiózł ją do domu....
Oto pierwsza część opowiadania.... Komentujcie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz